najnowszy numer

okladka

Znajdź SPA


Podnieść poprzeczkę

2011-02-22 12:06

Polska medycyna estetyczna po raz kolejny wyznacza trendy na świecie. Tym razem podnosi lekarzom poprzeczkę. Program przyznawania im certyfikatów to sygnał dla pacjentów – będzie lepiej, bezpieczniej, uczciwiej. Z dr med Andrzejem Ignaciukiem, Prezesem Zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging, pomysłodawcą projektu certyfikacji rozmawia Anna Michałowska-Ziegler Panie doktorze, w jaki sposób certyfikaty przyznawane lekarzom medycyny estetycznej mają służyć pacjentom? Program certyfikacji lekarzy został stworzony właśnie z myślą o pacjentach. Certyfikaty potwierdzają przede wszystkim wykształcenie lekarza w dziedzinie medycyny estetycznej. Nie zdobywa się go na studiach medycznych, ale dodatkowo w Podyplomowej Szkole Medycyny Estetycznej, która od ośmiu lat funkcjonuje na polskim rynku. Nauka w niej od niedawna trwa trzy lata, lekarze muszą zdać egzamin końcowy i obronić pracę dyplomową. Szkoła należy do Międzynarodowego Europejskiego Stowarzyszenia Szkół Medycyny Estetycznej, dlatego edukację w niej musieliśmy przedłużyć o rok, by dostosować się do norm europejskich. Przystałem na to chętnie, również ze względu na praktykę lekarzy. Dwa lata nauki były niezbędnym minimum, by zgłębić wiedzę i nabrać doświadczenia, ale teraz coraz częściej zajmujemy się anti-agingiem, a on wymaga dodatkowych zajęć. Dlaczego w takim razie certyfikaty przyznaje się czasowo? Nie chodzi tylko o wiedzę lekarzy zdobytą w szkole, ale również o ich dalsze kształcenie. Dostają certyfikaty na dwa lata, ale w tym czasie muszą zebrać odpowiednią liczbę punktów, uczestnicząc w kongresach, konferencjach i szkoleniach, co jest również kolejnym plusem dla pacjentów, bo wiedzą, że mają do czynienia ze specjalistą, który jest na bieżąco z najnowszymi trendami. Są jeszcze inne? Oczywiście. Lekarz certyfikowany musi mieć odpowiedni kręgosłup moralny. Nie akceptujemy na przykład, żeby wypowiadał nieprawdziwe opinie z punktu widzenia medycyny czy obiecywał pacjentowi cuda. Jeśli lekarz wie, jakie skutki przynosi dany zabieg, nie wolno mu tego ukryć przed pacjentem. Nieprawdziwe stwierdzenia czy nierzetelne opisy zabiegów, które lekarz umieszcza na stronie internetowej i firmuje swoim nazwiskiem, podważają wiarygodność naszego środowiska, a na to nie możemy sobie pozwolić. Czy prawdą jest, że certyfikowani lekarze będą również musieli działać społecznie? To kolejny wymóg otrzymania certyfikatu. Dwa razy do roku będą organizowane Białe Niedziele, podczas których lekarze będą udzielali darmowych porad. A w medycynie estetycznej porada jest najistotniejszą sprawą. Pacjenci bardzo często popełniają błędy w ocenie samych siebie, planują zabiegi, których wykonać nie można, nie do końca zdają sobie sprawę z efektów czy nawet kosztów kuracji. Chodzi nam o to, by obalić pewne mity związane z medycyną estetyczną oraz oczywiście zachęcić do korzystania z naszych usług. Krótko mówiąc – certyfikaty mają porządkować rynek medycyny estetycznej w Polsce. Chodzi o przyszłość medycyny estetycznej w naszym kraju. Dlatego stawiamy wysoko poprzeczkę lekarzom i wciąż staramy się podwyższać standardy jakości, a pacjentowi dajemy poczucie bezpieczeństwa i przynajmniej minimum pewności, że u lekarza certyfikowanego nie zostanie skrzywdzony i będzie dobrze obsłużony. Oczywiście, może iść do każdego innego specjalisty, ale to już kwestia jego wyboru. Czyli certyfikaty nie zapewniają jednak stuprocentowego bezpieczeństwa. W medycynie stuprocentowe bezpieczeństwo istnieje bardzo rzadko. Im zabieg jest mniej inwazyjny, tym bezpieczeństwo wzrasta, ale tak naprawdę każdy niesie ze sobą mniejsze lub większe ryzyko. I przy prostej mezoterapii może się zdarzyć, że skóra zostanie zainfekowana. Warto jednak pamiętać, że lekarze oprócz wykonywania zabiegów uczą się również niesienia pomocy pacjentowi w razie jakichkolwiek powikłań. Mamy więc nadzieję, że zrobią wszystko, by utrzymać swoje certyfikaty. W jaki sposób mogą je stracić? Choćby wykonując zabiegi niemedyczne, czyli na przykład wszczepianie złotych nici. Chcemy, by lekarze certyfikowani tworzyli swego rodzaju ekskluzywną grupę specjalistów. W tym momencie mamy na liście prawie stu lekarzy z całej Polski. Nigdzie na świecie rynek medycyny estetycznej nie jest uporządkowany w ten sposób, choć we Włoszech czy Hiszpanii są ogólnodostępne listy lekarzy, którzy ukończyli certyfikowane szkoły medycyny estetycznej. Pacjent zawsze może sprawdzić, do kogo idzie. Nie ma jednak reżimu związanego z certyfikatami. My postanowiliśmy pójść krok dalej i spróbować zebrać grupę specjalistów nie tylko wykształconych, ale też wybitnych pod względem etycznym moralnym i społecznym... Zobaczymy, czy to się sprawdzi. Jak ocenia pan moralność lekarzy medycyny estetycznej? Myślę, że jak w każdej innej dziedzinie – są lepsi i gorsi. Wydawało by się, że lekarz, który zajmuje się upiększaniem człowieka, jest mniej skłony do zachowań niemoralnych, ale tu nie ma reguły. Często bywa tak, że lekarz nie do końca rządzi samym sobą, bo podlega właścicielowi kliniki. Tak zaczyna się biznes, a nie medycyna. Poza tym często dochodzi do głosu nasza cecha narodowa – brak cierpliwości. Lekarze również jej ulegają. Łatwo jest pójść na dwa, trzy wykłady albo szkolenia i nauczyć się podawać dany preparat. Trudniej przyjąć tysiąc pacjentów i mieć świadomość, że opanowało się sztukę do perfekcji. Dlatego zawsze radzę lekarzom, by zaczynali od rzeczy łatwych, które może przyniosą im mniej pieniędzy i popularności wśród pacjentów, ale za to dadzą wiedzę i doświadczenie. W tej dziedzinie trzeba cierpliwości i czasu. Nie da się przeskoczyć pewnych etapów nauki i zdobyć doświadczenia na kredyt, nawet jeśli lekarz jest wybitnie zdolny. Czyli talent to nie wszystko? W tym fachu przede wszystkim potrzebna jest wiedza oraz praktyka. Lekarz nie nauczy się wszystkiego z książek i podczas wykładów. To taki sam proces, jak zdobywanie specjalizacji. Trzeba pobyć na oddziale, poczuć jego klimat, przesiąknąć atmosferą, poznać wszystko od podszewki. Talent jest ważny, ale do większych sukcesów dochodzą ludzie pracowici i systematyczni. Dobrze jest mieć smykałkę, ale moim zdaniem jeszcze lepiej dobre, stale pogłębiane wykształcenie, etykę i moralność. Lekarz medycyny estetycznej powinien być humanistą. W tej dziedzinie rzadko mamy do czynienia z dramatycznymi wyborami, cierpieniem, patologiami. Nasi pacjenci mają inne potrzeby. Lekarz musi je rozumieć, umieć słuchać pacjenta, wzbudzić jego zaufanie, by potem przekonać go do swojej wizji. A Polacy z reguły nie ufają lekarzom. Bo chodzą do nich z konieczności. U lekarzy medycyny estetycznej pojawiają się, bo tego chcą. Jeśli jakiś specjalista daje się poznać od dobrej strony, rozumie pacjenta, to ten do niego wróci. Lekarz medycyny estetycznej ma kontakt ze swoimi pacjentami przez wiele lat, bo przecież zabiegi są powtarzalne. Przestrzegam jednak przed zaufaniem do przypadkowych lekarzy, nie sprawdzonych, wybranych na chybi trafił i poddawaniu się zabiegom podczas pierwszej wizyty. Pacjent musi mieć możliwość zastanowienia się, szczególnie jeśli przychodzi do lekarza po raz pierwszy. Czasem zajmuje mu to dzień, czasem tydzień, a czasem rok. Ważne, by był przekonany, że postępuje słusznie. Rozmawiała: Anna Michałowska-Ziegler dr med Andrzej Ignaciuk - Prezes Zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging, absolwent Akademii Medycznej w Lublinie, Uniwersytetu Tor Vergata i Międzynarodowej Szkoły Medycyny Estetycznej w Rzymie; założyciel Sekcji Medycyny Estetycznej Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, Wykładowca Podyplomowej Szkoły Medycyny Estetycznej w Warszawie, Uniwersytetu Wysp Balearów w Hiszpanii i Wyższej Szkoły Zawodowej Kosmetyki i Pielęgnacji Zdrowia w Warszawie; specjalizuje się w korekcji defektów estetycznych twarzy przy użyciu toksyny botulinowej, wypełniaczy i kwasu polimlekowego

Wróć