facebook

Na początku wszystko jest ekscytujące: wspólne kolacje, spacery, wyjazdy, a nawet gotowanie we dwoje... Psychologowie obliczyli, że motylki w brzuchu trwają do czterech lat, a potem nad związkiem trzeba pracować, by wciąż dawał satysfakcję. A to wydaje się coraz trudniejsze, bo pary dziś rozstają się dużo częściej niż kiedyś.

 Tekst: Elżbieta Bogusławska-Przybysz

Monika Dreger, psycholog i terapeutka z Warszawskiej Grupy Psychologicznej, od wielu lat pracuje z parami, które przychodzą do niej, bo trudno im być ze sobą. Swoje doświadczenia i obserwacje zawarła w książce pt. „Co boli związek”. Dużo miejsca poświęciła w niej zdradzie, bo to właśnie ona jest przyczyną wielu kryzysów.
Dopuszczają się jej głównie osoby w wieku 41-50 lat, ze średnich i dużych miast. –Zauważyłam, że dziś jest większe przyzwolenie na zdradę. Niewierni są nie tylko mężczyźni, ale coraz częściej kobiety – mówi Monika Dreger.

Skok w bok po zrozumienie

Zdrada zawsze jest skutkiem tego, że którejś ze stron czegoś w związku brakuje.
– Mimo tylu lat praktyki nadal się dziwię, że ludzie tworzący parę wciąż tak mało ze sobą rozmawiają: o potrzebach, pragnieniach, problemach, brakach. Rośnie wówczas poczucie niezrozumienia. I kiedy nagle pojawia się ktoś trzeci,
kto wysłucha z uwagą, doceni jedną ze stron, romans gotowy – tłumaczy psycholog. Trzeba rozmawiać ze sobą szczerze, bez oskarżania, rzeczowo. Ważne jest, by ustalić jasno reguły funkcjonowania związku i by określić definicję zdrady.
– „Ze zdradą fizyczną jakoś sobie poradzę, ale nie z emocjonalną”, słyszę zarówno od kobiet, jak i od mężczyzn. Kogoś może bardzo zaboleć, gdy druga strona komu innemu się zwierza, jest z nim w stałym, bliskim kontakcie – mówi Monika Dreger. – W gabinetach terapeuty niektórzy dziwią się, że partner/ka uważa za zdradę oglądanie stron porno czy „niewinne” flirtowanie na portalach randkowych. To wszystko trzeba sobie wyjaśnić zawczasu, by potem nie było pretensji i oskarżania się.

Mężowie kobiet sukcesu...

Znakiem czasów jest, że panie często zarabiają więcej od swoich partnerów, a oni nie zawsze dobrze to znoszą. Nawet gdy godzą się wziąć na siebie dużą część obowiązków domowych, by żona nie straciła dobrej pracy, odczuwają dyskomfort. Trudno im się pogodzić, że to ona „poluje i dostarcza zdobycz”.
Ważne jest, by lepiej zarabiająca kobieta nie okazywała mężczyźnie wyższości, frustracji czy niezadowolenia.
– Duże znaczenie ma wewnętrzna siła mężczyzny: stabilnego, pewnego siebie, z wysokim poczuciem własnej wartości – podkreśla Monika Dreger. – Fakt, że to on w głównej mierze zajmuje się domem i dziećmi, wozi je do szkoły i na zajęcia dodatkowe, nie narusza jego samooceny czy wiary we własne siły. Myślę też, że dysproporcja finansowa kłuje w oczy w sytuacji, w której partnerzy nie dogadują się też na innych płaszczyznach. Jeśli takie porozumienie jest, nie ma większego znaczenia, kto i ile zarabia. Poza tym, gdy pieniądze są mniejsze, ale praca daje partnerowi satysfakcję, jest jego pasją, to czuje się on spełniony i szczęśliwy.
O pieniądzach trzeba w związku dużo rozmawiać, a to często sprawia trudność. Kiedy brakuje wspólnego planowania budżetu i nie ma szczerości finansowej, rodzą się pretensje o wydatki i poczucie poszkodowania u obu ze stron...
– Łączymy z kimś swoje życie, mamy wspólne dzieci, dom, lata doświadczeń i przeżyć, to dlaczego nie mielibyśmy łączyć pieniędzy? – dodaje Monika Dreger.2

Nie trzeba lecieć w Kosmos

Naturalną rzeczą jest, że w związku przeważają zwykłe, powtarzalne czynności. Ma to plusy: rutyna daje poczucie bezpieczeństwa, pomaga się zorganizować itd. Jeśli jednak nie robimy regularnie czegoś dla przyjemności, pojawia się znużenie, frustracja – zwłaszcza, gdy obowiązków jest bardzo dużo (praca, dom, dzieci). Warto próbować razem z partnerem nowych rzeczy, zdobyć się czasem na jakieś szaleństwo, choćby wsiąść do karuzeli, zjeść kolację w ciekawym miejscu. – Należy podejść jednak do tego naturalnie, bez presji – podkreśla psycholog.
– Zauważyłam, że niektóre pary głowią się i stresują, że powinni rozmawiać na ciekawe tematy, ciągle robić coś ekscytującego, a to graniczy z niemożliwością, bo w którymś momencie te nowe szalone atrakcje też się skończą. Nie da się przecież polecieć w Kosmos. Trzeba to jakoś mądrze podzielić i skupić się na tym, by było nam z drugą osobą dobrze. Podczas wyjścia we dwoje nie musimy uciekać w rozmowach od zwykłych spraw. Słuchamy się wtedy inaczej. Dajemy sobie nawzajem pełną uwagę, czyli to, czego często w relacjach brakuje.
Warto też czasem zrobić coś dla partnera, choć nas to nie interesuje, np. pójść z nim na mecz.
– Wysyłamy w ten sposób komunikat: „Chcę ci sprawić przyjemność”. W ten sposób też przełamujemy rutynę – tłumaczy Monika Dreger.Nie trzeba jednak bardzo naginać się do drugiej strony. Jesteśmy różni i mamy prawo lubić co innego oraz zaspokajać te potrzeby. Kobieta może chcieć pójść na masaż czy inny zabieg SPA, a mężczyzna – jeśli to nie byłoby dla niego miłe, nie musi jej towarzyszyć, ale za to niech ma inne przyjemności, np. wyjście na paintball czy na piwo z kolegami.
– Trzeba szanować wzajemnie swoją przestrzeń i odmienne upodobania. Na tym również polega dojrzałość w relacjach – mówi Monika Dreger. 4

Dystans do pokonania

Związki na odległość to też znak naszych czasów. Często jedno z partnerów pracuje w innym mieście lub kraju i dom tylko odwiedza. Niby jest internet, są komunikatory, tanie połączenia telefoniczne, ale i tak pary często stopniowo oddalają się od siebie. Oczywiście, na początku są w ciągłym kontakcie, tęsknią, ale z czasem zaczynają wychodzić ze wspólnego rytmu. Ten, kto zostaje sam, w końcu jakoś się organizuje, musi sobie radzić z bieżącymi problemami i staje się samowystarczalny. Jest mniej do omówienia. A ta osoba, która wyjechała, chce z kolei czuć się z kimś blisko... Z czasem może pojawić się ktoś trzeci... – Oczywiście, są pary, którym udaje się przetrwać rozłąkę, nawet długą. Trzeba jednak powiedzieć jasno i wyraźnie, że to wymaga dużo pracy i zaangażowania – podkreśla Monika Dreger. – Mimo zmęczenia, znużenia, pośpiechu trzeba ze sobą dużo rozmawiać, dopytywać się nawzajem o szczegóły. Poruszać wiele tematów, nie mówić wyłącznie o banałach, codzienności i problemach. Oczywiście, odwiedzać się, mimo drogich biletów czy niesprzyjających tras. Co z tego, że na krótko i że to jest męczące, ale chwile z bliskimi są tego wysiłku warte. One budują związek, rodzinę, pozwalają przetrwać.3

 Wszystko płynie...

W gabinecie terapeuty pary często skarżą się, że teraz w ich związku jest inaczej jak dawniej, kiedy byli zakochani.
Żal im, że to, co było, już nie wróci. – A przecież nie możemy biegać przez całe życie z motylami w brzuchu, bo to by prowadziło do szaleństwa – śmieje się Monika Dreger. – Nikt z nas nie stoi w miejscu, relacja też nie. Związki po to ewoluują i my po to się zmieniamy, żeby osiągnąć stabilizację, poczucie bezpieczeństwa, radość z bycia razem. Najważniejsze, że mamy obok siebie bliską, zaufaną osobę.
Związek dwojga osób to wzajemna umowa, w której podstawą jest wymiana. – Odbywa się ona na różnych poziomach i w różnych momentach życia, ale ogólnie bilans powinien się zgadzać. Inaczej coś zaczyna szwankować, nie może być tak, że ktoś jest tylko dawcą, a ktoś wyłącznie biorcą. Zawsze jednak ten kontrakt można renegocjować, tworzyć nowe załączniki, aneksy. Ważne jest, by na bieżąco rozmawiać o swoich potrzebach. I wzajemnie się szanować – podkreśla Monika Dreger.               

 


Na tropie partneraMonika Dregger

Monika Dreger
Psycholog i mediator rodzinny, od wielu lat pracuje z parami w kryzysach. Założycielka i koordynatorka zespołu poradni „Warszawska Grupa Psychologiczna”.

 Coraz częściej wynajmujemy detektywów, aby sprawdzić, czy bliska osoba nas nie zdradza. Korzystamy też z wielu narzędzi do inwigilacji, np. aplikacji, która pozwalają odzyskać wykasowaną korespondencję w telefonie, montujemy pluskwy w samochodzie czy GPS, aby namierzyć, gdzie druga osoba jeździ, włamujemy się do maili... – Dzięki moim klientom poznaję nowinki technologiczne – mówi psycholog Monika Dreger. – Kiedyś jednak przyszedł pan, który podejrzewał żonę o zdradę, a sam był detektywem. Stwierdził: „Mam wszelkie możliwości i narzędzia, aby udowodnić jej winę… Tylko po co mam to robić? ”. No właśnie. Zamiast zbierać argumenty przeciw drugiej osobie i zmuszać ją do bycia z nami, warto zastanowić się, dlaczego to się przydarzyło. Lepiej pracować nad związkiem i budować go na zaufaniu, niż na strachu przed byciem złapanym – bo ile wtedy taki związek jest wart?